Na krótko.

6 czerwiec 2009

Jak w tytule.

Ładowarka znowu nie działa. Trza będzie zanieść do naprawy. Ósmy raz.

Bateria też nie.

Ale przynajmniej z włosami się udało.


Maczydło 2.0

Maczydło 2.0



Ekipa (prawie) świetnych ludzi i (prawie) impreza.

6 czerwiec 2009

Urodziny Basi. Piękna okazja do wypicia paru piw, zgwałcenia kilku noworodków i zasmakowania w zgraję dachowców. Ale o tym później, na innej stronie ;)

Obudziłem się o 11 (ah, prawie-jak-studenckie życie daję się we znaki) z bólem głowy i listą obowiązków. “Zanieś coś ciotce, powieś pranie, wstaw pranie, idź do szkoły, napraw laptopa, zabij się…”. Prawie jak wyrok. Jako że o 11 na szkołę było ciut za późno, skrupulatnie wziąłem się za resztę obowiązków. O 13 byłem już po porannej gimnastyce: erepublik, wykop, 4chan, joemonster. Czas więc na resztę listy.

Jako że na wizytę u ciotki byłem lekko za słaby psychicznie, wezwałem posiłki. Habas jak zwykle nie potrafił mi odmówić, a przy okazji poinformował o wizycie w kręgielni. Dzięki Bogu wizyta u ciotki wyglądała niczym rozmowa dilera z lokalnym ćpunem. Dałem towar, odebrałem kasę, poszedłem dalej. Następny punkt wycieczki: elektroniczny i wymiana końcówki w ładowarce. Siódma z kolei. Po długiej namowie pracownica sklepu zgodziła się na zlutowanie 2 kabelków. W tym czasie zdążyłem uświadomić Basię do czego tak naprawdę służy połowa sprzętu w sklepie i przy okazji zirytować ww. pracownicę do tego stopnia, że aż chciała krzyknąć “Pierdolę to zdejmuje kominiarę”. Skończyło się jednak tylko na grzecznym “To przyjdźcie chłopcy później”.

Szybki bieg i już jesteśmy w Manufakturze. Udało nam się nawet wyprzedzić na tym dystansie tramwaj, choć nie było to akurat żadnym wyczynem. Na miejscu spotkanie z resztą ekipy: Isztwanem, Znaczkiem, Markiem i Karoliną. Niestety moje kochanie nie dało rady i nie mogło stawić się na miejscu. Przy kasie kolejne komplikacje, kupony na tańszą grę nie obejmują osób bez legitymacji. No cóż, i tak nie miałem przy sobie kasy, więc 4 złote nie zrobiły mi żadnej różnicy ;). W kręgle wygrał Isztwan, który choć ponoć tylko rekreacyjnie, w swoim życiu zagrał już więcej partii niż cała reszta ekipy razem wzięta. W trakcie Basię złapał kryzys wieku średniego, który niestety trzymał go jeszcze przez sporą część dnia. Po grze, zainwestowaliśmy z Isztwanem w automat do gry. 5zł szybko zamieniło się w 70, a to w naszej walucie równoważyło się około 28 piwom. Dość ładnie jak na pierwszą grę w życiu ;P

Zadowoleni wyszliśmy z Manufaktury i rozłączyliśmy się na dwie grupy. Ja z Basią pojechaliśmy po ładowarkę, resztą poszła do McGrubasa na koty w bułce. Oczywiście jako, że miałem ze sobą Basię, nic nie mogło być tak po prostu “łatwe”. Miła pani nie chciała ode mnie przyjąć świeżo wygranej monety pięciozłotowej, domagała się natomiast dokładnej kwoty: jeden złoty i pięćdziesiąt groszy. Dobrze, że żyjemy w Polsce a nie w Japonii, bo pewnie do teraz biegał bym po mieście próbując rozmienić 10000 jenów na 1347 jenów.

Kolejny przystanek: Piwoteka. Wszystkim polecam ten malutki sklepik przy ul. 6 Sierpnia. Mają tam każde piwo, fajny system lojalnościowy i miłych sprzedawców. Żyć nie umierać :P Dodzwoniłem się do Natu. Mimo 39 stopniowej gorączki stwierdziła, że jest w stanie wpaść. Czego się nie robi dla przyjaciół. Tachając 11 piw w, uwaga, DARMOWYM, powtórzę, DARMOWYM pudle zostaliśmy napadnięci przez euroentuzjastów, którzy chcieli nas omamić cukierkami i infantylnymi hasłami. Ale my się nie damy! My, młoda polska młodzież, zagłosujemy na “kolesia z tępą mordą, tego z bilbordów co są wszędzie”.

Po drodze do mnie nabyliśmy Basi prezent. Kolejny głupi, niepotrzebny, i kompletnie do niego nie pasujący. Czyli było pewne, że mu się spodoba. W progu przywitała nas kochana rodzicielka wraz z bandą (czytaj: dwójką) rozwrzeszczanego rodzeństwa. Szybko się rozpakowaliśmy, otworzyliśmy piwka i zaczęła się “impreza”. Maruś pograł na gitarce, Basia na komputerku, a reszta grała maniakalnie w Jengę. Ileż ta gra zyskuje na grywalności gdy ma się zimny alkohol buzujący we krwi. Jako, że nigdy nie byliśmy dokładnie w stanie określić kto przegrał, a kto wygrał, pozostałą część zabawy przenieśliśmy na łózko, gdzie ci mniej szczęśliwi byli w dość ciekawy sposób torturowani przy uciesze całej widowni. Po jakimś czasie mieszkanie opuściła rodzicielka, więc całą zgrają przenieśliśmy się do większego pokoju, gdzie przy łagodnych i delikatnych dźwiękach prawdziwej techniawy z Vivy zaczęliśmy prawdziwą bibę. I bawilibyśmy się tak do rana gdyby nie to, że zbliżała się już pora na dobranockę, i Basia musiała nas opuścić. Reszta ekipy wytrzymała jeszcze ponad godzinę, bo jak powszechnie wiadomo, rycerze hardkoru piją do oporu. O 20 więc cała ekipa (poza moim słońcem) opuściła moją rezydencję, zostawiając jedynie syf, kiłę i mogiłę.

Ale warto było.

Ps. W poniedziałek urodziny Znaczka!

Galeria:

Work in Progress

3 czerwiec 2009

We are seriously working on this feature to bring it to you soon*





* - Copyright 2004-2009 Maku, All rights reserved. ‘Soon’ does not imply any particular date, time, decade, century, or millennia in the past, present, and certainly not the future. ‘Soon’ shall make no contract or warranty between Maku and the end user. ‘Soon’ will arrive some day, Maku does guarantee that ’soon’ will be here before the end of time. Maybe. Do not make plans based on ’soon’ as Maku will not be liable for any misuse, use, or even casual glancing at ’soon.’